Biologizacja, czyli sposób na suszę

Biologizacja, czyli sposób na suszę

Dodano: 
Pole. Zdjęcie ilustracyjne
Pole. Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Top Farms
Susze, które kiedyś pojawiały się co pięć lat, teraz występują rok po roku. Co zrobić, by ograniczyć straty w rolnictwie? Odpowiedzią na zmiany klimatyczne może być biologizacja, czyli działania w celu zatrzymania wody w glebie. Top Farms stosuje je już od kilku lat.

Ubiegłoroczna susza do dziś bije nas po kieszeniach. Kupując włoszczyznę, ziemniaki czy mięso, płacimy znacznie więcej niż rok temu. Bo prawidłowość jest taka: im mniej deszczu, tym bardziej ceny żywności pną się w górę. A może być jeszcze gorzej: 38 proc. użytków rolnych w Polsce, łąk pastwisk i lasów jest ekstremalnie zagrożonych suszą rolniczą. To szacunki z kwietnia tego roku. Trochę deszczu na początku maja to zbyt mało, by odsunąć widmo suszy na dobre. Jak szacują hydrolodzy, potrzeba 8-10 tygodni umiarkowanych opadów non-stop. Tak wielkie są niedobory wody w Polsce.

Susza, która powtarza się kolejny rok z rzędu, staje się wielkim wyzwaniem dla rolnictwa. Jak gospodarować w warunkach niedoboru wody? Jak chronić glebę i plony? Spółka Top Farms już kilka lat temu postawiła na biologizację rolnictwa. Pod tym określeniem kryje się autorski, holistyczny system prowadzenia gleby. Obejmuje on zespół czynności i zabiegów, głównie biologicznych metod wytwórczych, celem poprawy żyzności gleby, w tym również zespół działań związanych z retencją i absorpcją wody.

W najsuchszym miejscu Polski

Spółka Top Farms jest czołowym producentem surowców i produktów dla przetwórstwa rolno-spożywczego, materiału siewnego zbóż. Działa na obszarze 30 tys. ha w pięciu województwach. Również w Wielkopolsce ‒ regionie, który obok województwa łódzkiego jest w Polsce najbardziej narażony na deficyt wody. To właśnie w stolicy Wielkopolski, Poznaniu, odnotowano w 1982 r. najniższą w kraju roczną sumę opadów (275 mm).

‒ Susza dotyka nas w ostatnich latach coraz częściej – mówi Paweł Kaczmarek, członek zarządu Top Farms Wielkopolska. ‒ Zastanawialiśmy się, co robić, by się przed nią uchronić. Siedem-osiem lat temu zaczęliśmy pracować nad poprawą żyzności naszej gleby, stosując zabiegi biologizacyjne. Chodziło nam o poprawianie pojemności wodnej gleby poprzez działania zmierzające do zatrzymania w niej jak największej ilości wody.

Biologizacja Top Farms stała się kompleksową odpowiedzią na zmiany klimatyczne, których skutkiem są ciepłe zimy, brak okrywy śnieżnej (już siódmy rok z rzędu), niedobór opadów albo opady nawalne, w których wyniku woda szybko spływa z pól, jeśli nie zastosuje się odpowiednich zabiegów, by tam pozostała. Ten sposób przeciwdziałania skutkom suszy, mimo że wymaga wielu rozłożonych w czasie działań, okazał się znacznie bardziej efektywny na przykład od nawodnień, które generują bardzo wysokie koszty, a także straty wody w wyniku odparowania. Co więcej, nawodnienie zubaża zasoby wód powierzchniowych czy podziemnych.

W określaniu zapotrzebowania na wodę i stopnia uwilgotnienia gleby w spółkach grupy Top Farms wykorzystywany jest klimatogram Waltera. Ten niemiecki uczony zauważył pewną zależność – na jeden stopień średniej temperatury dobowej rośliny potrzebują około 3 mm opadów miesięcznie. Tak więc jeśli średnia dobowa temperatura w danym miesiącu wynosi +10, to znaczy, że powinno spaść ok. 30 mm deszczu lub śniegu, czyli wody dostępnej dla roślin.

‒ Po naniesieniu średnich temperaturowych i sumy opadów interpretacja wykresu jest prosta: jeśli linia opadów oscyluje wokół linii temperaturowej, to możemy mówić o optymalnym uwilgotnieniu gleby i zaspokojeniu zapotrzebowania roślin w wodę. Jeśli linia temperatur przewyższa linię opadów, zachodzi zjawisko niedoboru wody, czyli potrzeby roślin nie znajdują pokrycia w opadach – mówi Paweł Kaczmarek. ‒ Nasze wielkopolskie gleby są bardzo przepuszczalne, rzadko możemy mówić o tym, że wody jest w nadmiarze. Tym bardziej że po praktycznie bezśnieżnej zimie przyszła sucha wiosna ‒ dodaje.

Żeby gleba była jak gąbka

Czym jest biologizacja, którą stosuje się w Top Farms? Co kryje się pod tym określeniem? ‒ To autorski zbiór kilku zasad i szeroki zestaw działań mający na celu poprawę żyzności gleby – tłumaczy Łukasz Krechowiecki, prezes zarządu Top Farms Głubczyce na Opolszczyźnie. – A podnoszenie jakości gleby, jej kompleksu absorpcyjnego, jest kluczem ograniczenia negatywnych skutków suszy. Chodzi o to, żeby jak najwięcej wody zatrzymać tam, gdzie ona spadnie, na polu – dodaje.

‒ Gleba powinna stać się chłonna jak gąbka. Obecnie opady są bardzo ograniczone, a kiedy już występują – często są to ulewy. To ważne, żeby w przypadku takich obfitych, ale rzadkich opadów gleba była na nie przygotowana i mogła je skumulować w całości – dodaje Paweł Kaczmarek.

Biologizację Top Farms w największym skrócie można sprowadzić do pięciu punktów – po angielsku pięciu C: wapnowania (wapno – ang. calcium), poplonów (cover crops), węgla (carbon), uprawy (cultivation) oraz kultury (culture).

Wszystkie działania mające na celu użyźnienie gleby zaczynają się od poprawy jej odczynu (pH). Chodzi o to, by uzyskać odczyn lekko kwaśny lub obojętny, którym charakteryzują się dobre gleby. – Uregulowanie pH to podstawa biologizacji – podkreśla Paweł Kaczmarek.

Odczyn gleb kwaśnych, których jest bardzo dużo w Polsce, reguluje się za pomocą wapnowania. Ale pole polu nierówne, a nawet w obrębie jednego pola odczyn gleby na poszczególnych działkach różni się pod względem pH. Tu wkracza rolnictwo precyzyjne.

‒ Chcemy wiedzieć o glebie jak najwięcej. Każde pole dzielimy na kilkuhektarowe działki, które następnie badamy. Dlatego dokładnie znamy ich pH i wiemy, gdzie i ile należy podać wapna – mówi Łukasz Krechowiecki.

Analizy gleby są zresztą wykonywane nie tylko pod kątem jej odczynu. Precyzyjne pobieranie próbek z tych samych miejsc co trzy lata daje możliwość wychwycenia zmian niemożliwych do zaobserwowania gołym okiem. Dzięki wykorzystaniu analiz glebowych opracowywane są mapy zasobności glebowej w poszczególne składniki. Na ich podstawie powstają mapy aplikacyjne służące nie tylko do zmiennego wapnowania, ale również zmiennego nawożenia. Stosuje się tylko tyle chemii, ile jest to niezbędne, i tam, gdzie naprawdę trzeba. Do tego pomocne są nowe technologie.

Czy orka to dobre rozwiązanie?

Na glebie o odpowiednim pH dobrze rosną poplony (cover crops). – W Top Farms stosowaliśmy je, zanim to się stało powszechnym obowiązkiem. Siejemy poplony pod uprawy jare i okopowe, czyli ziemniaki i buraki – mówi Łukasz Krechowiecki.

Wielu rolników błędnie uważa, że stosowanie poplonów w suchych latach przyczynia się do jeszcze większego wysuszenia gleby. – A jest dokładnie odwrotnie – woda pozostaje w korzeniach roślin, nie odparowuje tak, jakby odparowywała, gdyby zostawić pole gołe, nieobsiane – tłumaczy Łukasz Krechowiecki i wylicza inne korzyści ze stosowania poplonów. W ten sposób ogranicza się rozwój chwastów, a tym samym zużycie pestycydów.

‒ Mamy dowody na to, że poplony umożliwiają nam ograniczenie lub nawet zaniechanie uprawek przedsiewnych. Wiosną nie musimy wjeżdżać na pole ciężkimi maszynami, bo poplony poprzez głęboki system korzeniowy „robią” tę uprawę za nas – dodaje Łukasz Krechowiecki.

Poplony budują również biomasę, dzięki nim wprowadza się do gleby dużą ilość substancji organicznych ‒ ich stosowanie to jedna z metod zwiększania w glebie ilości węgla organicznego (carbon). Jego poziom pokazuje, jak produktywna lub jak bardzo zdegradowana jest gleba. Ilość węgla w glebie w gospodarstwach Top Farms jest podnoszona nie tylko poprzez właściwy płodozmian, ale też poprzez ograniczenie wywożenia materii organicznej z pola ‒ na przykład po zbiorze zbóż pozostawia się na nim rozdrobnioną słomę.

Stosowanie odpowiedniej kultywacji (cultivation) to kolejny sposób dbania o jakość gleby. Na polach Top Farms orka jest ograniczona do minimum. ‒ Nadmiar uprawek szkodzi glebie. Dlatego staramy się ją głęboko spulchniać bez odwracania, bo orka powoduje największą utratę wody spośród wszystkich uprawek – tłumaczy Paweł Kaczmarek.

Całkowite odwrócenie gleby skutkuje jej znacznym wysuszeniem. Szczególnie wiosenna orka oznacza degradację zasobów wodnych pola. ‒ Powoduje utratę gigantycznych ilości wody. Zespół złych uprawek może prowadzić do katastrofalnych skutków – ostrzega Paweł Kaczmarek.

Ważny jest również właściwy płodozmian i unikanie monokultury, czyli na przykład siania przez wiele lat tej samej uprawy lub upraw z danej grupy roślin (np. pszenicy) na jednym polu. ‒ To nie tylko wyjaławia glebę, ale też nie podnosi produktywności pola – mówi Łukasz Krechowiecki.

Wszystkie zabiegi biologizacyjne sprzyjają rozwojowi pożytecznych mikroorganizmów glebowych, żyjących w symbiozie z roślinami. ‒ Nie będzie urodzaju i obfitych plonów na glebach pozbawionych życia biologicznego – podkreśla Paweł Kaczmarek. Rozwojowi pożytecznych mikroorganizmów pomaga stosowane w Top Farms nawożenie organiczne obornikiem, pomiotem kurzym, gnojówką czy kompostem.

Woda na suche czasy

Kolejną składową biologizacji jest kultura (culture) gospodarowania. To dbanie o otoczenie, utrzymywanie i zakładanie pasów zadrzewień śródpolnych, które nie tylko przeciwdziałają wietrznej i wodnej erozji gleby (jak się ocenia, ograniczają straty wody z gleby o 25 proc.), ale są też ostoją dla ptaków, owadów i ssaków. To również prowadzenie oprysków nocą, czyli wówczas, gdy pszczoły nie latają, z zachowaniem szczególnej ostrożności. A także dbanie o małą retencję, która wspomaga zatrzymywanie wody bezpośrednio na polu ‒ w glebie. Naprawia się rowy melioracyjne, buduje się lub odbudowuje zastawki na nich czy tworzy się zalewy melioracyjne.

Jeden z takich zbiorników powstał w gospodarstwie Jagrol grupy Top Farms koło Kórnika w Wielkopolsce. – Podmokłe łąki bagienne, czyli tereny, które nie były atrakcyjne rolniczo, otoczyliśmy wałami i kumulujemy na nich wody opadowe – mówi Paweł Kaczmarek. – Kiedy wody jest zbyt mało, korzystamy z tych zasobów, przepompowując ją nawet na odległość 10 km.

Zalewy powierzchniowe w gospodarstwie Jagrol mają w sumie 70 ha. Powstaje już kolejny taki zbiornik, tym razem 20-hektarowy. Jak mówi Paweł Kaczmarek, w przypadku tego typu projektów małej retencji potrzebne są rozwiązania systemowe, bo obecnie obowiązujące procedury są bardzo sformalizowane ‒ samo dopełnienie formalności zajmuje około trzech lat. ‒ Niewielu rolnikom starcza cierpliwości i determinacji, żeby przejść przez ten proces. Dlatego też jesteśmy żywotnie zainteresowani tym, żeby wespół z okolicznymi rolnikami współuczestniczyć w tego typu projektach – podkreśla Paweł Kaczmarek. – Budowa takich zalewów przynosi wiele korzyści dla ludzi, środowiska i ziemi, która bez wody nie będzie rodzić.

Zbiorniki sprzyjają poprawie lokalnego mikroklimatu, stają się ostoją ptactwa wodnego, a czasami nawet pełnią funkcję przeciwpowodziową. Tak było w 2016 r., kiedy po bardzo intensywnych burzach zatrzymały falę, która mogła zalać dwie wsie w Wielkopolsce.

Korzyści z biologizacji

Czy biologizacja się opłaca? W Top Farms pada jednoznaczna odpowiedź: „tak”.

- Poprawia się żyzność, urodzajność gleby, co podnosi plon. Jeśli mamy suszę, to na pewno dzięki takim działaniom rośliny na naszych polach są lepiej zabezpieczone niż na polach zaniedbanych – mówi Paweł Kaczmarek. – Widać to po efektach gospodarowania.

Jak wyjaśnia, efekty biologizacji ‒ a raczej jej braku ‒ można dostrzec wtedy, gdy Top Farms zaczyna uprawiać pole, na którym dotychczas nie gospodarowało. Wówczas wielkość plonów staje się miarodajnym wskaźnikiem do określenia, jak wiele korzyści daje praca nad urodzajnością gleby. Bo na tych polach, gdzie techniki biologizacji są stosowane od dawna, wyniki finansowe są dziś lepsze niż kilka lat temu, kiedy pogoda była bardziej stabilna, a zmiany klimatyczne mniej odczuwalne.

Jedną z wymiernych korzyści uzyskanych dzięki poprawie struktury gleby jest kilkunastoprocentowy spadek życia oleju napędowego wykorzystywanego przez maszyny rolnicze, a także zmniejszenie emisji spalin o 15 proc. rok do roku.

Biologizacja prowadzi również do ograniczenia użycia środków ochrony roślin, czyli pestycydów i nawozów, bo ‒ jak tłumaczą w Top Farms, zdrowa ziemia rodzi zdrowe, dobrze odżywione rośliny, które lepiej bronią się przed patogenami.

‒ Nie należy mylić biologizacji z produkcją żywności bio czy organicznej, w której w ogóle nie używa się nawozów sztucznych ani chemii. Chociaż my używamy jej zdecydowanie mniej niż większość rolników w Polsce, ograniczając dawki do koniecznego minimum – podkreśla Łukasz Krechowiecki.

W gospodarstwach grupy na przykład minimalizuje się użycie glifosatu i zawierających go środków ochrony roślin. Jest to m.in. wynikiem stosowania poplonów, które uniemożliwiają rozwój chwastów.

Biologizacja jest więc również odpowiedzią na nowe trendy konsumenckie: odchodzenie od wywołującej negatywne skojarzenia chemizacji rolnictwa i powrót do naturalnych rozwiązań. ‒ Koncentrujemy się na produkcji rolnej opartej na zrównoważonym rolnictwie, dbamy o ziemię. Chronimy życie, glebę, zmniejszamy wykorzystanie pestycydów i nawozów sztucznych, ograniczamy negatywne skutki prowadzenia działalności rolniczej – tłumaczy Łukasz Krechowiecki.

W symbiozie

Top Farms jako duże przedsiębiorstwo rolne działa w symbiozie z otoczeniem i lokalną społecznością. Wspiera miejscowe instytucje, dba o pracowników. Udostępnia rolnikom swoje zasoby, ułatwia korzystnie z nowoczesnych technologii produkcji rolnej i włącza rolników wraz z ich zasobami, np. parkiem maszynowym, w proces produkcji. Lokalne gospodarstwa rodzinne, korzystając z dostępu do zasobów firmy, rynków zbytu i technologii, mogą się rozwijać znacznie szybciej, niż działając samodzielnie.

Rozwiązania, które wprowadza Top Farms, są unikatowe nie tylko w Polsce, ale też w skali Europy. Swoimi sposobami na zatrzymywanie wody w glebie przez podnoszenie jej urodzajności Top Farms chętnie się dzieli. Wiedzę i know-how z zakresu biologizacji udostępnia gospodarstwom rodzinnym i lokalnym rolnikom z partnerskich gospodarstw rolnych, organizuje szkolenia dla spółek Skarbu Państwa. Zmiany klimatyczne i spowodowana nimi susza dotyczą przecież wszystkich.
Źródło: Top Farms
 0

Czytaj także