„Zielony ślad”, na którym można zaoszczędzić

„Zielony ślad”, na którym można zaoszczędzić

Dodano: 
Columbus Energy, firma, która zajmuje się instalowaniem m.in. magazynów energii, pomp ciepła, a także fotowoltaiką, wpisuje się od dawna w zielony trend
Columbus Energy, firma, która zajmuje się instalowaniem m.in. magazynów energii, pomp ciepła, a także fotowoltaiką, wpisuje się od dawna w zielony trend / Źródło: Materiały partnera
Rok 2021 przyniósł pasmo podwyżek, z którymi mierzą się wszyscy. Nadal jednak można dzięki niewielkim zmianom uchronić się przed wysokimi cenami prądu, a przy okazji pomóc planecie.

Lata 2030 i 2050 mają stać się w przyszłości Europy, a tym samym i Polski, prawdziwymi kamieniami milowymi w walce o lepszą jakość powietrza i przestawienie energetyki czy przemysłu na zielone, mniej emisyjne, tory. Pierwsza z dat wiąże się ze zobowiązaniem z „Fit for 55”, czyli unijnego dokumentu, który zakłada osiągnięcie redukcji emisji dwutlenku węgla aż o 55 proc. (w porównaniu do 1990 roku). Ma to nastąpić właśnie w 2030 r.

O wiele bardziej odległa data, 2050 r., ma być już – według założeń pomysłodawców – ogromnym przełomem. To wtedy Stary Kontynent ma osiągnąć neutralność klimatyczną. Ambitne cele wymagają ogromnych nakładów finansowych, ponieważ pozornie „tania” energia ze źródeł konwencjonalnych musi zostać zastąpiona zielonymi alternatywami jak OZE, w tym turbiny wiatrowe i fotowoltaika. To nie przypadek, że ceny energii rosną – w poszukiwaniu funduszy na rozwój mniej emisyjnej energetyki nakładane są nowe opłaty na odbiorców końcowych, jak np. opłata mocowa.

O ile w kwestii „dużej” energetyki, OZE typu offshore czy onshore (farm wiatrowych na morzu i lądzie) decydują najczęściej sporzy inwestorzy, o tyle fotowoltaika znajdzie zastosowania nie tylko w przydomowej instalacji, ale też tej działającej przy przedsiębiorstwie czy firmie.

Bycie eko się opłaca

Rosnące ceny energii stały się jednocześnie okazją, by zainteresować się właśnie fotowoltaiką, ponieważ z dostępnych technologii to właśnie ona jest najpopularniejsza z uwagi na ekonomię. Panele generują energię, którą wykorzystuje się na bieżące potrzeby, a przekazane do sieci nadwyżki można później odebrać. Dzięki tej technologii można sporo zaoszczędzić, o czym przekonują się tysiące nowych prosumentów, czyli jednocześnie producentów i konsumentów prądu, którzy ponadto przyczyniają się do walki z ociepleniem klimatu.

W Polsce można mówić o boomie na fotowoltaikę: pod koniec 2020 roku było blisko 4 GW mocy zainstalowanej w PV (to prawie tyle, ile węglowa Elektrownia Kozienice), a w ciągu 12 miesięcy przybyło jej ponad 2,4 GW – wynika z danych Instytutu Energetyki Odnawialnej.

Columbus Energy, firma, która zajmuje się instalowaniem m.in. magazynów energii, pomp ciepła, a także fotowoltaiką, wpisuje się od dawna w zielony trend. Razem z Fundacją Carbon Footprint zainicjowała akcję „Zielony Ślad”, w ramach której promowane są prośrodowiskowe i proklimatyczne aktywności w firmach, m.in. racjonalne zarządzanie zasobami, inwestycja w projekty minimalizujące ślad węglowy, jak np. OZE. Niewielka zmiana, jaką jest instalacja paneli fotowoltaicznych, może przynieść naprawdę znaczące efekty, także dla portfela.

Podwyżki cen energii znane wszystkim z tego roku zapewne się nie skończą (cały czas rosną ceny emisji CO2 w UE), dlatego inwestycję w PV można potraktować jak zabezpieczenie przed nimi. Columbus Energy przywołuje następujący przykład: jeśli firma zużywa rocznie około 2000 MWh i jest użytkownikem taryfy C11, to na prąd wydaje ponad 1 milion złotych. Podwyżka cen energii nawet o 10 proc., nie mówiąc już o 20-40 proc., drastycznie wpłynie na wysokość rachunków takiego przedsiębiorstwa.

Alternatywą pozostają własne źródła prądu, w tym fotowoltaika w różnych wariantach. Nie trzeba bowiem kupować paneli na własność (choć to jedna z opcji), ale można je wydzierżawić, ostatecznie uniezależniając się od drogiego prądu w sieci.

Zielone oszczędności

Innym problemem, który można względnie łatwo rozwiązać, jest sprawa magazynowania nadwyżek wyprodukowanej energii. W tej chwili (choć trwają prace nad sporymi zmianami w tym zakresie) prosumenci część nadwyżek energii mogą odbierać w czasie, gdy sami jej nie produkują. Elektrownie fotowoltaiczne praktycznie nie pracują w godzinach nocnych, mniej energii wytwarzają też zimą, gdy dni są krótsze, ale właśnie w tych okresach prosument „odbiera” z sieci wyprodukowane np. latem nadwyżki. W zależności od mocy instalacji może odebrać 70 lub 80 proc. przekazanych kilowatogodzin. Reszta zostaje w sieci, jako „opłata” za magazynowanie energii.

Tych strat energii można uniknąć, instalując fizyczny magazyn energii. Co więcej, taki magazyn stanowi zabezpieczenie przed przerwami w dostawach energii, szczególnie w rejonach narażonych na częste awarie sieci. W razie utraty dostępu do prądu, magazyn zapewni energię do nieprzerwanej pracy urządzeń elektrycznych w firmie.

Bezemisyjne źródła energii, które uniezależniają od rynkowych cen energii, stały się w ciągu ostatnich lat nie tylko nowinką, trendem, ale też okazją do zaoszczędzenia pieniędzy. Same instalacje, w zależności od wielkości oraz indywidualnych uwarunkowań danego projektu, potrafią zwracać się w ciągu 5-7 lat, a działają dziesięciolecia. Stawiając na mniejszą emisyjność i innowacyjność, wpisując się w nurt walki o lepszą Ziemię, można więc – pośrednio – zaoszczędzić, wbrew narracji o tym, jak kosztowne jest przestawienie energetyki na zielone tory.

Czytaj też:
Dom bez rachunków – nowy projekt Columbus Energy
Czytaj też:
Pompy ciepła i fotowoltaika – to się opłaca

 0

Czytaj także