Ciemna strona Islandii. Degradacja środowiska i łamanie praw pracowników

Ciemna strona Islandii. Degradacja środowiska i łamanie praw pracowników

Dodano: 
Islandia
Islandia / Źródło: Archiwum prywatne Piotra Mikołajczaka i Bereniki Lenard
Piotr Mikołajczak i Berenika Lenard, twórcy IceStory.pl, osiedlili się na Islandii, gdzie starają się poznać prawdziwe życie w kraju zachwycającym surowym pięknem, ale też wiele wymagajácym od swoich mieszkańców. W książce „Szepty kamieni” opisują kontrowersje wokół produkcji aluminium. Inwestycja z jednej strony przynosi Islandii krociowe zyski, z drugiej – powoduje wiele zanieczyszczeń i niszczy środowisko.

25 sierpnia 1970 roku, nocą, wysadzona została tama budowana na rzece Laxá, niedaleko jeziora Mývatn. Odpowiedzialność za ten czyn wzięło na siebie ponad sto osób, miejscowych farmerów pragnących uratować swoje tereny i zapobiec nieodwracalnej degradacji ekosystemu, którą bez wątpienia spowodowałoby wybudowanie nowej potężnej hydroelektrowni. Cztery lata później islandzki rząd zaakceptował ustawę chroniącą obszary wokół Mývatn, a akt desperacji farmerów prasa nazwała najpotężniejszym i najbardziej niezwykłym wydarzeniem w historii islandzkiego ruchu na rzecz ochrony środowiska. To, czego dokonali farmerzy z północy, nie udało się powtórzyć na Fiordach Wschodnich. Wiele lat później film dokumentalny Dreamland w reżyserii Þorfinnura Guðnasona i Andriego Snæra Magnasona w brutalny sposób rozprawił się z mitem nieskazitelnej Islandii. Przy wsparciu polityków i w interesie ogromnych międzynarodowych korporacji w Reyðarfjörður wybudowano hutę, o której wspominał Tolli Morthens.

Budowa huty aluminium Alcoa Fjarðaál

Dzięki nadprodukcji prądu, jaką Islandia osiągnęła w 1995 roku, inwestycjami w tym kraju zainteresowały się największe korporacje świata. Były wśród nich również te, które oskarżano o spowodowanie wielkich katastrof ekologicznych, korupcję i łamanie praw człowieka. Islandia stała się łakomym kąskiem dla firm produkujących aluminium. W 2002 roku podjęto decyzję – największa huta powstanie na wschodzie Islandii. Aby sprostać jej potrzebom energetycznym, postanowiono wybudować ogromną tamę z hydroelektrownią, wykorzystującą siłę rzek płynących z lodowca Vatnajökull. Rok później, w marcu, na lotnisku w Egilsstaðir wylądował Alain Belda, prezes i dyrektor generalny koncernu Alcoa. Witano go z wszelkimi honorami. W miejscowości Reyðarfjörður, wybranej jako miejsce inwestycji, zawisły flagi z nazwą korporacji. Ludzie nosili koszulki z napisami: „Kocham Alcoa”, „Witamy w Reyðarfjörður”. Zapanowały ogólne radość i podniecenie podsycane nadzieją, że wreszcie coś się zmieni. Mała rybacka wioska, której obiecano rozwój, budowę nowych mieszkań i hali sportowej, dostała w tamtym czasie swoje pięć minut. W marcu 2003 roku podpisano kontrakt na budowę huty aluminium Alcoa Fjarðaál i oddalonej od niej o siedemdziesiąt pięć kilometrów hydroelektrowni Kárahnjúkar.

Robiłem analizę widokową i pomiary pod linię wysokiego napięcia, która w przyszłości miała iść od tamy w kierunku zachodnim, czyli w stronę Reykjavíku, przez cały interior, wodospad Gullfoss, a później schodzić górami do stolicy – mówi Krystian Golik, polski geodeta pracujący wtedy u islandzkiego podwykonawcy. – Zlecenie dostaliśmy od firmy Orkuveita, potentata w dystrybucji energii. Duża presja, terminy goniły, byliśmy przemęczeni. Lokalizacja tamy w niewielkiej odległości od huty wynikała z chęci zminimalizowania strat energii w przesyle. Dodatkowo o wyborze miejsca zdecydowały stały dostęp wody z lodowca i szybki nurt rzek polodowcowych. W hucie planowano wykorzystanie działających na prąd pieców łukowych. Piece takie pobierają bardzo dużo energii, która na Islandii kosztowała grosze. Projekt został przyjęty. Niestety, doszło do katastrofalnej degradacji środowiska.

Galeria:
Szepty kamieni – nieznane oblicze Islandii

Liczono, że budowa tamy rozrusza tamtejszy rynek pracy, lecz w rzeczywistości ponad siedemdziesiąt procent zatrudnionych stanowili obcokrajowcy, głównie Polacy.

– Nie chciałbym trafić do Kárahnjúkar – wspomina Krystian. – Prawa pracowników były notorycznie łamane. Pisały o tym media. Robotnicy mieli problemy z wypłatami, z rozliczaniem godzin. Fatalne warunki, kompletne pustkowie u podnóża lodowca, wiele wypadków, w tym kilka śmiertelnych.

Protesty ekologów

Inwestycja wzbudzała ogromne emocje. Zwłaszcza budowa hydroelektrowni Kárahnjúkar, co wymagało zalania kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych obszaru uznawanego za drugi najbardziej dziki i nieskażony ludzką ręką w całej Islandii. Politycy cynicznie przekonywali, że nie jest taki wyjątkowy, a nawet – jak na islandzkie standardy – dość przeciętny, nie ma czego żałować. To nie przekonało ani Islandczyków, ani wielu ludzi z całego świata, którzy przybyli na Islandię, by osobiście wesprzeć potężniejącą akcję protestacyjną. Demonstrowano w Reykjavíku, ekolodzy rozbijali obozowiska nieopodal tamy, próbowali zablokować budowę. Władze potraktowały protesty jako zagrożenie strategicznych interesów kraju, zmobilizowano wielkie siły porządkowe.

W akcji przeciwko budowie tamy, a później przeforsowaniu, aby jej nie użyto do spiętrzenia wody, brała udział matka słynnej piosenkarki Björk. Dzięki jej dwudziestodniowemu strajkowi głodowemu sprawę nagłośniły zagraniczne media. Wsparcie dla protestujących zaczęło napływać od znanych naukowców oraz artystów. Ragnar Axelsson, znany fotograf, laureat wielu prestiżowych nagród, współpracownik między innymi „National Geographic”, „Sterna”, „Le Figaro”, wykonał dokumentację zdjęciową przedstawiającą niezalane jeszcze tereny, które miały stać się zbiornikiem Hálslón. Fotografie zamieściło wiele gazet na całym świecie. O rozmiarze zbiornika świadczy to, że – jak oszacowano – potrzeba roku, aby rzeki spływające z lodowca były w stanie go napełnić.

W 2012 roku aluminium stanowiło już czterdzieści procent całego eksportu Islandii. Aż siedemnaście procent całej produkcji pochodziło z Reyðarfjörður. Około trzysta czterdzieści tysięcy ton rocznie. W tym samym roku przeprowadzono sondaż, wykazujący, że aż pięćdziesiąt sześć procent Islandczyków jest zadowolonych z tego, iż ich kraj produkuje aluminium, a tylko dwadzieścia chciałoby zaprzestania rozwoju w tej gałęzi przemysłu.

Islandczycy nie wiedzieli jeszcze o awarii w hucie, do której doszło w październiku. Według raportu producenta awaria nie spowodowała znacznych zanieczyszczeń, a stężenie fluoru było w granicach normy.

W styczniu 2014 roku wyniki swoich badań przedstawiła jednak Islandzka Agencja Środowiska. Dane były alarmujące: stężenie fluoru na farmach leżących w okolicy huty aluminium Alcoa Fjarðaál przekraczało znacznie dopuszczalne normy, owce oraz jagnięta żyjące na tych terenach cierpiały z powodu zatrucia toksycznymi substancjami. Farmerzy z Reyðarfjörður, którzy zwrócili się do Alcoa o natychmiastowe zaprzestanie emisji fluoru, opierali swoje zarzuty nie tylko na widocznych oznakach zatruć, ale również na niespełnionych obietnicach, jakie korporacja złożyła im przed budową huty. Wykorzystywane maszyny miały być wysokiej jakości, a sama produkcja przyjazna dla środowiska i mieszkańców. Koncern przyznał, że normy zanieczyszczenia zostały przekroczone, i obiecał zminimalizowanie emisji toksycznych substancji.

Nie inaczej było z Kárahnjúkar i słynnym jeziorem Lagarjólt. Rozpad ekosystemu spowodowany zamulaniem drogi wodnej do tamy doprowadził do drastycznego zmniejszenia ilości ryb oraz zależnych od nich ptaków. Budowa od samego początku wzbudzała emocje i protesty związane nie tylko z kwestiami ekologicznymi. Koncern Alcoa unikał płacenia podatków, co nagłośniła prasa, a także stosował różnego rodzaju kombinacje finansowe, by maksymalizować zyski.Może się okazać, że nie to jest jednak najgorsze. W 2016 roku opublikowano analizę wykonalności projektu polegającego na połączeniu Islandii z Wielką Brytanią podwodnym kablem energetycznym. Decyzja jeszcze nie została podjęta, lecz zrealizowanie tej wizji wiąże się z budową na Islandii jeszcze dwóch nowych hydroelektrowni, każdej o rozmiarze Kárahnjúkar, oraz podwyżką cen energii elektrycznej.

Fragment książki „Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii” autorstwa Piotra Mikołajczaka i Bereniki Lenard publikujemy dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwartego. Reportaż jest już dostepny w sprzedaży online w sklepie Wydawnictwa Otwartego.

„Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii” (wyd.2)

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji.
 0

Czytaj także