Od nasion do chleba

Od nasion do chleba

Dodano: 
Zboże – zdjęcie ilustracyjne
Zboże – zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pexels / Kai Pilger
Dlaczego w sadach pojawiają się komputery? Jak mieszańce radzą sobie podczas suszy? Co zrobić, żeby kalafiory nie żółkły? Czym są naturalne pestycydy i jak zmniejszyć pozostałości środków ochrony roślin w żywności? O tym wszystkim mówi Marek Łuczak, prezes Syngenta Polska.

Na globalnej stronie Syngenty można przeczytać hasło: „Pomagamy rolnikom - walczymy ze zmianami klimatu”…

To konieczność, bo zjawiska pogodowe mające związek ze zmianami klimatu powtarzają się coraz częściej. To nie tylko susza, ale też okresy ekstremalnie wysokich temperatur czy występowanie silnych przymrozków wówczas, gdy zima się już kończy. Dotychczas obserwowaliśmy je w odstępach wieloletnich, teraz występują niemalże co roku. Pracujemy nad tym, by naszym klientom ‒ rolnikom, umożliwić działalność również w tych trudniejszych warunkach.

W jaki sposób firma pomaga w zwalczaniu tych ekstremalnych zjawisk pogodowych? Syngenta jest przecież czołowym producentem środków ochrony roślin i nasion, a nie np. urządzeń do nawadniania.

Nie ma w tym sprzeczności. Ochrona roślin służy lepszemu użytkowaniu ziemi, podnoszeniu wydajności rolnictwa, przyczyniając się w ten sposób do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla, a to oznacza również wzrost produktywności i podnoszenie odporności na efekty suszy w kontekście ekonomicznym.

Jeśli mówimy o tym, co dotyczy bezpośrednio produkcji rolnej, to umożliwiamy rolnikowi wybór określonych rozwiązań czy metod, które można zastosować w sezonie z prawidłowym przebiegiem pogody albo w sezonach trudnych, by przeciwdziałać niekorzystnym zjawiskom klimatycznym.

Na przykład?

Przykładów jest wiele. Jednym z nich jest szeroka oferta środków chwastobójczych w kukurydzy. Jeśli mamy doskonałe warunki wilgotnościowe, pozwalające na optymalną uprawę gleby, stosujemy rozwiązania przedwschodowe (doglebowe). Jeśli z kolei mamy suchą wiosnę, gorsze warunki do przygotowania gleby do siewu, gorsze warunki do wschodów, to rolnik ma do wyboru rozwiązania powschodowe ‒ równie skuteczne, natomiast mniej zależne od pogody.

Dość dużą pozycję w ofercie firmy Syngenta stanowią również regulatory wzrostu, szczególnie w zbożach, czyli najważniejszej uprawie, a także w rzepaku. Regulatory wzrostu mają silny wpływ na rozwój systemu korzeniowego. Jeśli je stosujemy to rośliny uprawne radzą sobie lepiej w sezonach o niekorzystnym przebiegu pogody, np. sucha wiosna i mokre żniwa, czyli odwrotnie niż powinno być. Dzieje się tak między innymi dzięki stymulacji systemu korzeniowego i lepszej strukturze łanu.

Marek Łuczak, prezes Syngenta Polska

Czy firma pracuje też np. nad odmianami upraw o lepszej tolerancji na suszę czy wysokie temperatury?

Ekstremalnie wysokie temperatury ostatnimi laty kumulują się w układach tygodniowych czy dwutygodniowych, tak jak to było pod koniec czerwca w ub. roku czy pod koniec maja w tym roku. W tym wypadku pomocna może być hodowla roślin, nasiennictwo, czyli nasza druga gałąź działalności.

Hodowla roślin zawsze była poszukiwaniem takich typów czy takiej genetyki, która pozwoliłaby produkować rośliny bardziej tolerancyjne na różnego rodzaju stresy środowiskowe, lepiej wykorzystujące dostępne zasoby i bardziej produktywne. Możemy zaproponować na przykład odmiany kukurydzy z programu Artesian, które powstały z myślą o uprawach w trudnych warunkach pogodowych w rejonach z okresowymi niedoborami wody. Sama nazwa programu pochodzi od studni artezyjskiej.

Czy to znaczy, że mają głęboki system korzeniowy?

To kombinacja silniej rozbudowanego systemu korzeniowego i odpowiedniej selekcji w procesie hodowlanym w kierunku odmian o podwyższonej tolerancji na krótkotrwały stres niedoboru wody.

A poza kukurydzą Syngenta opracowała jeszcze jakieś odmiany tolerancyjne na trudne warunki pogodowe?

Popularyzujemy w Polsce hybrydyzację roślin uprawnych w różnych gatunkach. To hodowla wykorzystująca tzw. efekt heterozji (wybujałości mieszańca), gdzie dystans genetyczny pomiędzy rodzicami powoduje, że powstałe mieszańce charakteryzują się wyższymi plonami i lepszymi cechami użytkowanymi aniżeli jego rodzice. Dzięki tym cechom rośliny lepiej sobie radzą czy to podczas suszy, czy w ekstremalnych temperaturach, mają wyższy poziom plonowania i wyraźnie odróżniają się od odmian populacyjnych.

Jakie hybrydy rosną dziś na polach?

Takim nowym gatunkiem jest jęczmień ozimy. To w Polsce dość ważna uprawa, ponieważ jest wykorzystywana jako doskonała pasza dla trzody chlewnej. Jęczmień ozimy z hodowli tradycyjnej ma zazwyczaj niższe plony niż jęczmień hybrydowy. Co więcej, jeśli odmiana liniowa jest wrażliwa na wymarzanie i jeśli na skutek tego dojdzie to uszkodzeń wynikających z działania ujemnych temperatur ‒ roślina będzie się regenerować stosunkowo słabo. Natomiast w przypadku jęczmienia hybrydowego bujność mieszańców przekłada się nie tylko na wyższy plon, ale również na to, że w razie wystąpienia niekorzystnych warunków pogodowych regeneruje się on znacznie szybciej.

Hybrydyzację gatunków uprawnych wprowadzamy również w pszenicy – najważniejszej roślinie zbożowej w Polsce i na świecie. Inwestujemy w to bardzo duże środki, a wyniki są bardzo obiecujące. Pierwsze odmiany są już w procesie rejestracyjnym na zachodzie Europy, a za kilka lat będziemy chcieli wprowadzać takie odmiany na rynku polskim.

To przyszłość – a jakie nowe odmiany ostatnio Syngenta wprowadziła na polski rynek?

Jesteśmy także producentem nasion warzyw, m.in. bardzo popularnego w Polsce kalafiora. Niestety latem, w wysokich temperaturach, żółknie on na słońcu i przestaje być atrakcyjnym towarem handlowym. Rolnicy radzą sobie z tym, ręcznie okrywając róże kalafiora. Syngenta stworzyła odmiany, która pozostają białe mimo dużego nasłonecznienia, oszczędzając rolnikom pracy i kosztów produkcji.

W co inwestuje Syngenta?

Firma regularnie inwestuje setki milionów dolarów w rozwój nowych rozwiązań i produktów, zarówno w nasiennictwie, jak i chemii. Po szeroko zakrojonych konsultacjach w całej branży rolnej Syngenta podjęła zobowiązanie, że do celów biznesowych działalności badawczo-rozwojowej dochodzą trzy dodatkowe kryteria. Po pierwsze, wprowadzając rozwiązania kierujemy się potrzebami rolników i przyrody. Po drugie, dążymy do obniżania pozostałości w uprawach i środowisku. Po trzecie, takie rozwiązania muszą być akceptowane przez społeczeństwo.

Do 2025 r. firma chce zainwestować dodatkowo 2 mld dolarów. Na co zostaną przeznaczone te pieniądze?

Te dwa miliardy dolarów chcemy dodatkowo zainwestować w rolnictwo zrównoważone. To są inwestycje ekstra, poza zwykłymi działaniami badawczo-rozwojowymi. Nie można przecież zapominać o zmianach klimatycznych, efekcie cieplarnianym i wielu innych problemach występujących w szczególności w rolnictwie rozdrobnionym. Istnieje też wiele obaw związanych ze stosowaniem chemii w rolnictwie, z jej pozostałościami w żywności. Trzeba inwestować niebagatelne pieniądze w to, żeby konsumenci byli bardziej bezpieczni, żeby rozwiązania proponowane były bardziej neutralne dla środowiska i żeby rolnicy ‒ szczególnie w krajach słabiej rozwiniętych ‒ mogli pracować bezpiecznie, stosując środki ochrony roślin. Z tym wiążą się szkolenia, warsztaty, wyposażenie rolników w odzież ochronną.

To część drugiej już edycji naszego planu zrównoważonego wzrostu ‒ Good Growth Plan, który wprowadzamy w życie od czerwca tego roku. Nasze cele to przyspieszenie innowacji i rozwoju nowych rozwiązań dla rolników, ale w zgodzie z naturą, środowiskiem, dbałość o bezpieczeństwo pracowników, rolników i konsumentów, a także ograniczanie emisji dwutlenku węgla. Chodzi nie tylko o nasze fabryki i ośrodki badawcze, które w miarę możliwości będą przestawiały się na zasilanie z OZE, ale również o stosowane w rolnictwie technologie. Wiemy, że tych wszystkich problemów nie jesteśmy w stanie rozwiązać sami, dlatego będziemy współpracować z ośrodkami badawczymi i innymi partnerami.

Te dodatkowe miliardy to nie bezpośrednia inwestycja w kolejne rozwiązania czy produkty do komercjalizacji, tylko dbanie o to, by otoczenie rolnictwa i samo rolnictwo było przyjazne dla rolników, konsumentów, środowiska i społeczeństwa.

To współgra w pewnym stopniu z unijna strategią „od pola do stołu”. Co dla Pana firmy będzie oznaczać jej wprowadzenie? Ma ona na celu zapewnienie Europejczykom zdrowej, przystępnej cenowo i zrównoważonej żywności, ale też zakłada w ciągu dekady zmniejszenie stosowania pestycydów chemicznych o połowę.

Strategia na rzecz różnorodności biologicznej i strategia „od pola do stołu”, które zakładają zmniejszenie stosowania chemicznych środków ochrony roślin, nie były szeroko konsultowane. Zostały ogłoszone na wiosnę, w środku pandemii, która pokazała, jak ważne jest bezpieczeństwo żywnościowe. Zgadzamy się z kierunkami unijnych strategii, popieramy je i chcemy współpracować w zakresie wdrażania, a jako branża ‒ zainwestować w ocenę implikacji tej strategii w rolnictwie. Zarówno na szczeblu unijnym, jak i rządów lokalnych chcemy rozmawiać o tym, jak będziemy dochodzić do tych celów, jak je osiągać oraz jak te cele mają być sformułowane i zdefiniowane. To ważne dla sukcesu strategii. Podam przykład: redukcja o 50 proc. stosowania środków ochrony roślin oznacza co innego w Polsce, a co innego w zachodniej Europie, bo intensywność ich stosowania u nas jest znacznie mniejsza niż na Zachodzie. Ten problem był zresztą podnoszony przez polskie Ministerstwo Rolnictwa i Instytut Ochrony Roślin.

Te działania idą w dobrym kierunku i są nieodzowne. Pozostaje tylko kwestia bliższej definicji celu i sposobu dojścia do niego. Doskonale zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest bezpieczeństwo konsumentów i odpowiadanie na ich wymagania. Z drugiej strony rolnicy muszą mieć dostęp do środków produkcji. Pracujemy więc nad poszerzeniem oferty i zapewnienia rolnikom bardziej komplementarnych produktów umożliwiających skuteczną i zrównoważoną uprawę roślin. Dlatego też idziemy m.in. w kierunku rozwiązań biologicznych ‒ ostatnio Syngenta wzbogaciła się o producenta takich rozwiązań – włoską firmę Valagro.

Czym są te rozwiązania biologiczne? To naturalne pestycydy?

To alternatywa dla syntetycznych środków ochrony roślin. Są to produkty pozyskane z natury lub inspirowane naturalnie zachodzącymi reakcjami, które mają na celu ochronę i wzmocnienie roślin. Wyróżniamy wśród nich dwie grupy: pierwsza to tzw. produkty do biologicznej kontroli, a druga to biostymulatory. Produkty do biologicznej kontroli pomagają w walce ze szkodnikami i chorobami, a biostymulatory wspomagają i stymulują procesy życiowe roślin, podnosząc ich wydajność i jakość. Przed nami jednak jeszcze długa droga, aby całkowicie zastąpić syntetyczne środki ochrony roślin produktami biologicznymi ‒ aby były równie skuteczne i szeroko stosowane, potrzeba jeszcze wielu badań. Ale taki jest ogólny trend i my się w niego wpisujemy.

Jak firma dba o to, by zmniejszyć oddziaływanie chemii w rolnictwie na środowisko i ludzi – konsumentów?

Ludzie generalnie obawiają się chemii stosowanej w rolnictwie. Dlatego intensywnie pracujemy, aby zredukować pozostałości pestycydów w środowisku i żywności.

To jest możliwe?

Tak, to jest możliwe, nawet w uprawach wymagających szczególnej ochrony, np. sadowniczych. Tutaj dysponujemy rozwiązanymi wspartymi digitalizacją. Pozwalają one tak konstruować programy ochrony np. jabłoni, że pozostałości substancji aktywnych w owocach są znacznie niższe, niż określają to normy. Oczywiście środki ochrony można stosować w tradycyjny sposób, dobierając odpowiedni produkt, czytając etykietę, ale też można to robić w oparciu o szczegółowe dane dotyczące substancji aktywnych i okresów ich zaniku w owocach. Wszystko to jest wsparte systemami komputerowymi.

Tablet lub smartfon stanie się wyposażeniem sadownika?

Jesteśmy w stanie zaproponować sadownikowi program, który przy pełnej ochronie pozwoli mu uzyskać dobry produkt, czyli zdrowe owoce, które spełniają kryteria odbioru wszystkich sieci handlowych czy to w Polsce, czy na najbardziej wymagających rynkach zagranicznych. Oferujemy takie rozwiązania sadownikom, bo uważamy, że najważniejsze jest zmniejszenie obciążenia środowiska i zmniejszenie pozostałości środków ochrony roślin, a nie samo ogólnie pojęte zmniejszenie stosowania środków ochrony roślin.

Czy bez stosowania środków ochrony roślin możliwe jest wydajne rolnictwo?

Bez stosowania konwencjonalnej chemii w sposób bezpieczny, na odpowiednim poziomie i w odpowiedzialny sposób, utrzymanie dotychczasowej produktywności rolnictwa będzie trudne. Ta produktywność przekłada się na cenę żywności, co dla znaczącej części społeczeństwa jest istotne. Oczywiście stopniowo idziemy w kierunku digitalizacji i w kierunku rozwiązań biologicznych. Na przejście z rolnictwa konwencjonalnego na rolnictwo ekologiczne czy biodynamiczne nie jesteśmy jeszcze w pełni technologicznie przygotowani. Zbyt szybka zmiana oznaczałaby brak odpowiedniej podaży żywności lub znaczący wzrost cen. Nie należy zapominać, że w rolnictwie dużym wyzwaniem jest pozyskanie siły roboczej i powierzchnia ziemi uprawnej. Rolnictwo konwencjonalne dobrze sobie z tym radzi dzięki wydajności pracy i efektywności. Natomiast rolnictwo ekologiczne jest znacznie bardziej pracochłonne, mniej wydajne, co oznacza użycie większej ilości ziemi i innych zasobów.

Musimy mieć na względzie los środowiska, konieczność jego zachowania dla przyszłych pokoleń, opinie konsumentów i społeczeństwa, które chce taniej żywności dobrej jakości, ale też chce, żeby rolnictwo szło w kierunku jeszcze bardziej bezpiecznych metod produkcji czy też w ogóle wykluczenia chemii. Rolnictwo konwencjonalne, jeśli jest prowadzone w sposób odpowiedzialny, z użyciem nowoczesnych rozwiązań, nie jest obciążeniem dla środowiska.

Tematem nr 1 jest dziś pandemia koronawirusa. Czy firma odczuwa jej skutki? Jak kryzys przekłada się na rolnictwo?

W produkcji roślinnej wpływu pandemii na samą produkcję i warunki gospodarowania się nie odczuwa, natomiast przekłada się ona na organizację pracy. W tej chwili bezpośrednie kontakty z rolnikami czy kanałem dystrybucyjnym są ograniczone do minimum, jeśli nie do zera. Wszyscy obawiają się o swoje zdrowie i o to, czy będą mogli kontynuować działalność. To jest szczególnie widoczne w gospodarstwach i firmach zajmujących się przetwórstwem żywności, bo tam pojawienie się wirusa w zakładzie może spowodować, że produkcja zostanie nagle przerwana. Jako firma dokładamy wszelkich starań, żeby nasze produkty były dostępne mimo pandemii, a co za tym idzie, żeby produkcja żywności mogła odbywać się bez zakłóceń.

 0

Czytaj także