Rolnictwo jest odporne na wszystkie kryzysy

Rolnictwo jest odporne na wszystkie kryzysy

Dodano: 
Prace polowe, zdjęcie ilustracyjne
Prace polowe, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay / sergei_spas
Duże globalne kryzysy nie dotykają rolnictwa – przekonywał podczas debaty zorganizowanej przez „Wprost” Cezary Urban, dyrektor BASF Polska. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że cały świat walczy z globalnym kryzysem, a branża rolna liczy zyski. I to mimo nawiedzających ją permanentnie problemów. Ale czy rzeczywiście tak jest?

Polskie rolnictwo w dobie koronawirusa, permanentnego problemu z ASF, ptasiej grypy i niepewnością zagranicznych rynków – to temat tegorocznej debaty „Wprost” zorganizowanej z okazji Gali Złotej 100 Polskiego Rolnictwa. Do dyskusji zaprosiliśmy ekspertów z różnych branż:

Cezarego Urbana, dyrektor BASF Polska (sektor środków ochrony roślin), Marcina Nowotkę, dyrektora handlu i marketingu z Pronaru (produkcja maszyn), Huberta Kamolę, dyrektora nawozów w Chemirolu (dystrybutorzy), Łukasza Dominiaka, rzecznika prasowego Animexu (przetwarzanie żywności). Całemu przedsięwzięciu patronowało Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a jego reprezentantem był Marcin Wroński, zastępca dyrektora generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Eksport ratuje przed kryzysem

Rolnictwo idzie na przekór globalnym trendom – uważa Cezary Urban. I jako przykład podaje kryzys w 2008 r., kiedy to cały świat lizał finansowe rany, a ceny płodów rolnych osiągnęły historycznie wysokie wyniki. Ale gdy globalna gospodarka odbijała się i korzystała z prosperity, branża rolna nie rosła tak szybko.

‒ W dobie poważnych problemów świat ucieka w rynki surowców. A przecież pszenica czy rzepak są takimi samymi inwestycjami jak złoto czy diamenty – dodaje Urban.

Niemniej największe polskie firmy nie odczuwają lockdownu, zwiększają sprzedaż, notują jeszcze wyższe przychody. Spora w tym zasługa siatki sprzedażowej zbudowanej za granicą – uważa Marcin Nowotka z Pronaru. Jego firma aż 70 proc. swoich przychodów generuje właśnie z eksportu. I mimo że są miejsca, gdzie straciła (kurs rosyjskiego rubla w stosunku do euro spowodował potężną niepewność), to globalnie Pronar utrzymuje tendencję wzrostową.

‒ Nasz pomysł na biznes, który wdrażamy od wielu już lat, powoduje, że Animex jest odporny na kryzysy – dodaje Łukasz Dominiak. ‒ Posiadamy cały łańcuch produkcji i dostaw. Począwszy od zakładów paszowych poprzez wylęgarnie, fermy trzodowe, a na uboju i przetwórstwie mięsa skończywszy.

I rzeczywiście uniezależnienie się od innych graczy na rynku spowodowało, że Animex w poprzednim roku zanotował niemal 7 mld zł przychodu.

Wydawać by się mogło, że zamknięcie gospodarki i ograniczone kontakty międzyludzkie będą powodowały problemy w sieci dystrybucji. Nic bardziej mylnego. Hubert Kamola przekonywał, że jego Chemirol również wychodzi obronną ręką, m.in. dlatego że w bardzo szybkim czasie przestawił formę kontaktów swoich handlowców z klientami na wirtualną i hybrydową. Warto dodać, że w tak dużym przedsiębiorstwie jest to niezwykle trudne. Chemirol ma bowiem siatkę ponad 100 przedstawicieli handlowych w całym kraju.

Siłą polskiego rolnictwa jest wspomniany już eksport. Marcin Wroński przypomniał, że w ubiegłym roku wyniósł 32 mld euro i to on powoduje, że w Polsce te pieniądze zostają. Zostają również najlepiej opłacane miejsca pracy sektora rolniczego.

Zielony Ład – zagrożenie czy szansa?

Wieloletnia walka z afrykańskim pomorem świń czy nawiedzająca nasz kraj ptasia grypa nie zrobiły większej krzywdy gigantom. Firmy ze Złotej 100 osiągnęły w ubiegłym roku przychody na poziomie jednej trzeciej budżetu Polski. Ale o wiele poważniejszym zagrożeniem niż choroby i zjawiska naturalne może być tzw. Zielony Ład i europejska polityka „Od pola do stołu”. Czy na rewolucję w rolnictwie jesteśmy przygotowani?

‒ Gdy mówimy o ograniczaniu stosowania środków ochrony roślin dla całej Wspólnoty, to kompletnie mijamy się z celem – uważa Cezary Urban. – U nas stosuje się 2 kg substancji aktywnej na 1 ha, a w Holandii ‒ 12 kg. Średnia unijna to ok. 6 kg. Jeśli dziś mówimy, że mamy zmniejszyć zużycie środków o 50 proc., to tak, jakby powiedziano Polsce w 2004 r., że nie będziemy już więcej budować dróg ekspresowych, żeby chronić przyrodę. Tylko że na Zachodzie mieli już świetną siatkę połączeń, a u nas ona nie istniała.

Podobnego porównania użył Hubert Kamola. Odniósł się do zjawiska redukcji emisji dwutlenku węgla w UE, przedstawiając przykład z Wielkiej Brytanii. Tam zamknięto większość cementowni, by obniżyć emisję dwutlenku węgla. Ale jednocześnie zaczęto ten cement sprowadzać z Indii czy Pakistanu, gdzie nie zachowywano żadnych norm produkcji ekologicznej.

Marcin Wroński przypomniał, że przeciętny mieszkaniec miasta nie ma pojęcia, czym są substancje aktywne i jak działają.

‒ Ludzie uważają, że to zachłanny rolnik pryska swoje pola, by maksymalizować zyski. A przecież to są leki dla roślin. Chodzi o to, by one nie chorowały – przekonywał.

Każdy z uczestników dyskusji podkreślał, że najistotniejszym jest to, by wprowadzając najwyższe na świecie normy ochrony środowiska, nie wylać dziecka z kąpielą. Czyli nie doprowadzić do sytuacji, gdy rodzime firmy stracą rynki, a na ich miejsce wejdzie import z krajów nieprzestrzegających rygorów UE.

Szczególnie niebezpieczne może to być przy produkcji mięsa.

‒ Jeżeli będziemy importować gotowe produkty np. z Ukrainy i założymy, że ich zakłady zachowają normy unijne, to jakie mamy gwarancje, że sami producenci trzody chlewnej zachowają te standardy? Kto sprawdzi, jakich antybiotyków używają? – zastanawiał się Dominiak.

Dobre, bo polskie

Niezwykle istotnym elementem dyskusji był patriotyzm gospodarczy. O takiej świadomości konsumenckiej, jaką mają nasi zachodni sąsiedzi, nie możemy jeszcze nawet pomarzyć, ale wśród przedstawicieli największych podmiotów działających na naszym rynku jest ona niezwykle zaawansowana. I to zarówno wśród firm z polskim, jak i zagranicznym kapitałem.

‒ Pronar każdą zarobioną złotówkę inwestuje w Polsce. Posiadamy osiem fabryk. Wszystkie znajdują się na Podlasiu. Zatrudniamy tam 2,4 tys. pracowników – mówił Nowotka.

To o tyle istotne, że firma jest potężnym graczem na rynku niemieckim. Łącznie eksportuje do 74 krajów świata. Zarobione tam pieniądze trafiają więc na Podlasie.

Ale wiele w tym segmencie robią również przedsiębiorstwa międzynarodowe. BASF chwalił się, że tworzy na cały świat folię eko-bio, którą współprodukuje z przedsiębiorstwem z Podkarpacia i Instytutem Ogrodnictwa ze Skierniewic.

‒ Nasza działalność opiera się wyłącznie na współpracy z polskimi hodowcami i rolnikami, którzy dostarczają do nas swoje surowce – opowiadał Dominiak. ‒ Skupujemy więc olbrzymie ilości z polskiego rynku, które później trafiają na eksport.

Animex zatrudnia nawet 12 tys. pracowników.

‒ W mojej ocenie nasze działania to wyraz największego patriotyzmu gospodarczego – stwierdził na zakończenie Dominiak.

Artykuł został opublikowany w 47/2020 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także